czwartek, 24 października 2013

Rozdział 1.

_________________________________________________________________________________
Liam

Stałem przed tłumem osób wlepiających we mnie swoje zmartwione oczy. Wszystkimi wstrząsnęła śmierć Danielle. Kto wymyślił mowy pogrzebowe? Przejechałem wzrokiem po zgromadzonych ludziach. Większość była mi obca. Pewnie znajomi i współpracownicy mojej ukochanej. Mój wzrok przystanął na mulacie w idealnie skrojonym garniturze. Szef Danielle. Zawsze był dla mnie taki miły. Naprawdę go lubiłem dopóki nie dowiedziałem się, że jest gejem. Nie żebym miał coś do homoseksualistów. Sam jako nastolatek miałem przygody z facetami.. ale on definitywnie poświęcał mi za dużo swojej gejowskiej uwagi. Odchrząknąłem głośno i zacząłem mówić. Nawet mój syn, który nie rozumie dlaczego tutaj jest, uspokoił się i wlepił we mnie swoje czekoladowe oczy.
- Cóż. Drodzy zebrani.. Danielle. - Zwróciłem się do trumny stojącej na środku wnętrza kościoła. - Nikt z nas tutaj obecnych nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Nikt z nas nie mógł tego przewidzieć ani temu zapobiec. Może to jest po części moja wina.. Ale nie po to tutaj jesteśmy. Danielle. Jestem pewny, że nie zniosłaby tego, że to z jej powodu jesteśmy dzisiaj tacy markotni. Nigdy nie lubiła sprawiać innym przykrości, pewnie jest tutaj teraz z nami i przeklina nasze smutne miny. - Większość ludzi uniosła kąciki ust, przez co na mojej twarzy też pojawił się uśmiech. Jedziesz dalej, Payne. Jest dobrze.
- Danielle była strasznie spontaniczną i czerpiącą z życia wszystko co najlepsze dziewczyną. Nigdy się przy niej nie nudziłem. Zawsze powtarzała mi, że chce trwać przy mnie do końca swojego życia. I dotrzymała obietnicy. Była ze mną. Do ostatniego dnia, godziny, minuty. Ale była też z naszym synem-Justinem. Była wspaniałą matką, zawsze mówiła że chce mieć co najmniej trójkę dzieci. Śmiała się, że mogę nie podołać temu zadaniu. Śmiała się do końca. Jestem pewien, że chce byśmy zapamiętali ją jako radosną i uśmiechniętą kobietę, a ja zapamiętam ją jako miłość mojego życia. Matkę mojego dziecka. Danielle, kocham cię. Dziękuję. - Odetchnąłem głośno z ulgą. Chyba nie miałem co czekać na oklaski, więc sprzed ołtarza powędrowałem do ławki, by ksiądz poprowadził resztę pogrzebu. Wziąłem Justina na kolana. Nadal nie wiedział, że w drewnianym pudle leży jego mamusia. Jak miałem mu to wytłumaczyć? Ma tylko trzy lata. Ucałowałem jego ciemną czuprynę i wsłuchałem się w słowa księdza.

_________________________________________________________________________________
Zayn

- Wyrazy współczucia, Payne. - Wydukałem bez zastanowienia kiedy kolejka ludzi stojących by złożyć kondolencje Liamowi i jego synowi zmniejszyła się. Widać, że był już zmęczony tym wszystkim. Pobladła twarz, przekrwione oczy. Byłem pewien, że przez ostatnie noce płakał w poduszkę. Nie przyzna się do tego-jest przecież facetem. Podszedłem bliżej nie wiedząc jak się zachować. Uścisnąłem jego drżącą rękę, ale nie byłem w stanie dłużej patrzeć na rozpadającego się przede mną chłopaka. Po prostu objąłem go szepcąc mu do ucha kilka pocieszających słów. Czułem, że Liam czuje się nieswojo w moich ramionach. Odkąd dowiedział się o mojej orientacji, za każdym razem w mojej obecności był spięty. Chyba za bardzo zwracałem na siebie jego uwagę, przez przypadkowe gesty i spojrzenia. Ale nie mogłem nic poradzić na to, że aż tak mi się podoba.  Kiedy do moich nozdrzy dostał się jego zapach, nie chciałem go puszczać. I nie chodziło mi tutaj o żaden podtekst seksualny. Pachniał jak Danielle. Wręcz był przesiąknięty jej perfumami. Wolałem nie wnikać co robił z jej kosmetykami. To samo poczułem kiedy  schyliłem się do małego Justina.
- Hej mały. Trzymaj się. - Uśmiechnąłem się do niego jak najszerzej mogłem, mierzwiąc jego czuprynę, ale ten zaraz znalazł się za nogami Liama chyba w obawie, że mógłbym mu coś zrobić. Westchnąłem z małym uśmieszkiem na twarzy i podniosłem się kierując wzrok na ojca Justina. - Gdzie urządzacie stypę? Chciałbym tam być.
- Nie stać nas na to. Ale dziękuję, że przyszedłeś. To wiele dla mnie znaczy. - Wydusił z siebie ostatkiem sił. Nie mogłem dłużej znieść tego widoku. Pożegnałem się grzecznie i pognałem na parking przy kościele przecierając rękoma twarz. Chyba nadal nie dotarło do mnie co się stało. Z zadumy wyrwała mnie Anastasia.
- Ah, biedny chłopak. Co oni teraz zrobią? Nie ma im kto pomóc.
- Co masz na myśli, An?
- Jak to co? Ojciec bez pracy, rodziny.. sam będzie musiał wychowywać tego szkraba. To Danielle ich utrzymywała.
- Skąd ty to wszystko wiesz, hm? - Wiedziałem, że Anastasia była jedną z największych plotkar w firmie, wiedziała wszystko o każdym, chociaż nie zawsze było to prawdą.
- Panie Malik, byłyśmy sobie bliskie z Danielle. Zawsze martwiła się o Liama i Justina, robiła wszystko żeby było im jak najlepiej. Nie widziała świata poza nimi. - Po jej policzkach znowu uleciało kilka łez. - Przepraszam p-panie Malik.. muszę iść.
- Trzymaj się, Anastasio.
Wsiadłem do swojego Audi, odpaliłem silnik i ruszyłem przed siebie. W głowie cały czas miałem słowa An. Nie miał pracy? Rodziny? Został teraz zupełnie sam? Tylko on i mały Justin? Nie mogłem tego zrozumieć. Ja miałem wszystko. Pieniądze, kochającą rodzinę, własną i dobrze prosperującą firmę. On nie miał nic. Chociaż.. ma jedną rzecz, której ja nie miałem nigdy. Ma obok siebie bezinteresownie kochającego go drugiego człowieka, z którym do końca życia będzie dzielił swoje smutki i radości. Boże, co mnie tak wzięło na sentymenty. Nawet nie zwróciłem uwagi, że stoję już przed garażem pod moim apartamentowcem. Tak. Moim apartamentowcem. Rok temu postanowiłem, że kupię go i wprowadzę do niego wszystkie bliskie mi osoby. Byłem znanym biznesmenem w Londynie. Ale nie lubianym. Pewnie ze względu na moją orientację. Dlatego mieszkały ze mną najbliższe mi osoby. Między innymi byli to Niall i Louis. Poznałem ich w klubie dla homoseksualnych osób. Z tego co wiem to znają się od małego i razem odkrywali sekrety gejostwa. Są ze sobą już tyle lat, ale nadal świata poza sobą nie widzą. Nigdy nie mogę znieść kiedy się przy mnie miziają i obściskują.. I nie dlatego, że mi się to nie podoba. Sam tak chciałem. Ale niestety Christian-mój obecny partner wolał przytulać moje pieniądze. Chyba na początku tego związku ślepo wierzyłem, że w końcu będzie inaczej. Wjechałem autem do podziemnego garażu i prosto z niego udałem się do windy prowadzącej do mojego mieszkania. Na szczęście Christiana nie było w domu. Wyjechał na parę dni do rodziny do Doncaster. Mogłem w spokoju odpocząć. Jednak przed pójściem spać postanowiłem coś zrobić. Wydusiłem numer telefonu na komórce.
- Dzień dobry... Tak... Za cały rok... Tak, nazwisko Peazer...yy, Payne... Tak. Dziękuje, do widzenia.
Kiedy wszedłem do sypialni od razu rzuciłem się na łóżko i nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem.


Od paru godzin siedziałem w biurze i próbowałem wziąć się za czytanie jakiejś beznadziejnej umowy. Dlaczego nie mam od tego ludzi. Muszę coś z tym zrobić. Już chciałem dzwonić do działu zatrudnień kiedy drzwi od mojego gabinetu same się otworzyły. Jednak po chwili usłyszałem stukot małych stópek.
- Wujek Zayn, wujek Zayn! - Justin. Wstałem, a mały wtulił się w moje nogi tak mocno, że ledwo co utrzymałem równowagę. Wziąłem go na ręce i oparłem swoje czoło o jego.
- Hej mały. Co tak długo, co? Czekam tu na ciebie od godziny! Anastasia powiedziała, że specjalnie dla ciebie zostawiła pełno kartek do zniszczenia w niszczarce.
- Niszczyć, tak! Tata zaspał. Musiałem go budzić wujek, wiesz? - Wyrwał się z moich objęć i tak jak wleciał do mojego biura tak szybko wyleciał. Po chwili stanął w nich Liam. Widząc troskę w jego oczach, które podążały za Justinem, moje serce przyspieszyło. W końcu zamknął za sobą drzwi i uśmiechnął się do mnie dwuznacznie przekręcając klucz w zamku.
- Panie Payne dlaczego pan zamknął drzwi? Ma pan zamiar zrobić coś złego? - Odwzajemniłem uśmiech i oparłem się tyłem o biurko krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Panie Malik, jestem pewien, że będzie pan zadowolony z tej transakcji. - Powiedział podchodząc do mnie wolnymi krokami. Kiedy w końcu był na wyciągnięcie mojej ręki, chwyciłem go za skrawek jego koszuli i przyciągnąłem do siebie. Wtuliłem się w zagłębienie jego szyi, obdarowując ją pocałunkami.
- Moja koszula? Nie ładnie panie Payne. - Liam chwycił mój podbródek bym spojrzał w jego oczy. Zamruczałem znacząco i nagle dociskając mnie do mojego biurka wtopił się w moje usta jak wygłodniała zwierzyna.
- Ah, Liam. Spokojnie!
- Co? Liam? Jaki Liam, Zayn?! - Poczułem mocne szturchnięcie i otworzyłem oczy. Nade mną wisiała głowa Christiana. Dlaczego leżę na łóżku bez ubrań? Dlaczego Christian na mnie krzyczy? I do cholery dlaczego śnił mi się Liam?! Nakryłem się kołdrą i usiadłem opierając się o ramę łóżka.
- Tak, ciebie także miło widzieć Christianie. - Przeciągnąłem się i spojrzałem na mojego chłopaka.
- Ugh, nie mogłem dłużej wytrzymać w tym pieprzonym Doncaster, tęskniłem ze tobą! - Na jego słowa nie potrafiłem się nie uśmiechnąć. Rzadko miewaliśmy takie momenty, ale czasem warto było dla nich ciągnąć ten związek. Przejechałem wierzchem dłoni po jego policzku i musnąłem kącik jego ust. Chyba nie muszę mówić jak to się skończyło. Chociaż warto dodać, że to ja dominowałem w łóżku.


_________________________________________________________________________________
Liam

Justin już od ósmej latał po domu rzucając klockami, samochodzikami i czym tylko popadnie. Chyba nie było dane mi się wyspać. Rano musiałem wstać i ogarnąć dom, a w nocy patrzyłem na pustą połowę łóżka. Kiedy obracam się na drugi bok nadal myślę, że będzie leżała tam uśmiechnięta Danielle. Tak bardzo lubiłem patrzeć jak śpi. Jak spokojnie oddycha. A teraz nagle nic. Pustka. Wszystko mi o niej przypomina. Przeciągnąłem się i wstałem, zakładając na siebie jakąś bluzę. Było dosyć chłodno. Rozejrzałem się po pokoju. Nie wiadomo ile tu jeszcze pomieszkamy. Nie wiedziałem co teraz będzie. Nie mogę iść do pracy. Kto zajmie się Justinem? Nie mam pieniędzy na opiekunkę. Poskramiając mojego zbyt energicznego syna i sadzając go przy stole w kuchni z tostem z czekoladą, postanowiłem trochę tutaj ogarnąć. Jednak dzwonek do drzwi popsuł moje plany. W progu ujrzałem pana Browna-dozorcę osiedla.
- Dzień dobry panie Brown, co słychać?
- U mnie bardzo dobrze i z tego co mi wiadomo to nie próżnuje pan. Liam wiem, że jesteś w trudnej sytuacji. Nie musiałeś płacić od tak z góry. I to za cały rok?
- Ale o co panu chodzi? - Zmarszczyłem brwi.
- Wczoraj dostałem przelew za czynsz za najbliższe dwanaście miesięcy. Przepraszam Liam, ale muszę już iść. I aha, poczta do ciebie. Leżała pod drzwiami. - Mężczyzna podał mi kopertę i zniknął mi z pola widzenia. Co? 12 miesięcy? Cały rok? To musiała być jakaś pomyłka. Wypuściłem powietrze ust i wróciłem do kuchni, rzucając na blat pocztę.
- Co tam szkrabie, smakuje? - Powiedziałem siadając obok Justina i mierzwiąc jego czuprynę.
- Tak, tata! A gdzie mamusia? W pracy? Tata, tęsknie za mamusią! - Próbowałem powstrzymać napływające do moich oczu łzy. Nie zdążyłem nawet pomyśleć nad odpowiedzią, bo mały już zaczął szperać w poczcie, którą przyniósł pan Brown. Oblepił wszystkie koperty czekoladą, ale ile radości mu to dawało... Nie mogłem się nie uśmiechnąć.
- Tato, tato! A cooooo tooo? - Mały trzymał w łapkach czarną kopertę. Czarną? Od razu mu ją wyrwałem i zastąpiłem jakąś inną, bo byłem pewny że zaraz skończy się płaczem.
- Dokończ śniadanie kochanie, tata zaraz wróci.
Ze zmarszczonymi brwiami usiadłem na kanapie obok wycierając kopertę o i tak brudne już spodnie dresowe. Co to do cholery jest? Szybko rozerwałem czarny papier i ze środka wyleciała kartka.

Czy powinienem zacząć się bać?


____________________________
SIEMANKO! :)
Pierwszy rozdział za nami? Jak się podoba? PROSZĘ PROSZĘ PROSZĘ, piszcie Wasze opinie w komentarzach, nawet dwa słowa. To naprawdę daje mega powera, nawet konstruktywna krytyka. Dziękuje za ponad 10 (dla mnie do dużoxD) komentarzy pod prologiem i fajnie, że wam się to spodobało. Od kolejnego rozdziału chcę wprowadzić pewną rzecz, która mam nadzieje stanie się charakterystycznym punktem tego fanfica i będzie pojawiać się w każdym rozdziale.
No i co myślicie o liściku od Mr Anonymous? ;> Pewnie domyślacie się od kogo hehe. Taka forma wam pasuje czy raczej mam to pisać normalnie, nie na 'kartce'? ;) I czy odpowiada wam taka długość rozdziałów?

POZDRAWIAM, @Lady_Debil xx


ps. Chcesz być informowana? Napisz swój nick na Twitterze w zakładce Informowani. Czeka tam na was taki słooodziaśny gif z Ziamem <3

niedziela, 20 października 2013

Prolog

_________________________________________________________________________________
Liam

Dwanaście bitych godzin spędziłem na krześle przed salą operacyjną. Nie obchodziło mnie w tym momencie, że przez pół doby nic nie jadłem i nie piłem. Słysząc każdy pojedynczy ruch w korytarzu, momentalnie wstawałem z krzesła, a serce podchodziło mi do gardła. Tak nie miało być. Mieliśmy po prostu spędzić miłe popołudnie w wesołym miasteczku. Ja, Danielle i Justin. Nie widziałem. Nie widziałem tego pijanego kierowcy. Dlaczego musiał uderzyć od strony pasażera? To ja mogłem tam teraz leżeć. Chciałem by tak było. Ja i Justin wyszliśmy z tego praktycznie bez szwanku. Parę zadrapań i siniaków, nic więcej. Mały spał skulony na krześle obok od paru godzin. Nie miałem serca go budzić, był taki spokojny. Co jakiś czas podnosił powieki patrząc czy nadal tu jestem. Drzwi od bloku operacyjnego otworzyły się.
Od razu się poderwałem i przetarłem dłońmi twarz by się trochę ocucić.
- Pan Payne? - lekarz błądził wzrokiem po korytarzu, a kiedy mnie zauważył ruszył w moją stronę ze śmiertelnie poważną miną. Wyglądał na nieźle wykończonego. W końcu od dziesięciu godzin siedział na sali operacyjnej. Wytarł pot z czoła i westchnął ciężko.
- Co z Danielle? - bez zastanowienia powiedziałem stąpając z nogi na nogę. Serce waliło mi jak oszalałe. Lekarz stał przecierając szkiełka od swoich okularów. - Panie doktorze?
- Tak.. - założył okulary na nos wpatrując się we mnie pustym wzrokiem. - Pańska żona..
- Dziewczyna. - przerwałem mu poprawiając go. Ja i Danielle nie byliśmy małżeństwem. Nie potrzebowaliśmy zbędnego papierka, który łączyłby się tylko z dodatkowymi pieniędzmi, których i tak nie mieliśmy dużo.
- Straciła bardzo dużo krwi.. Dużo obrażeń wewnętrznych. Panie Payne robiliśmy wszystko co w naszej mocy. Nie dało się zrobić nic więcej, przykro mi. Pana dziewczyna nie ży...
- Co? Nie, niech pan nie kończy. Rozumiem.
Lekarz otworzył usta z zamiarem powiedzenia czegoś, ale zaraz je zamknął i odszedł bez słowa. Stałem jak wryty patrząc w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał mężczyzna. Poczułem jak rozpadam się na milion małych kawałeczków. Zamknąłem oczy uwalniając łzy, które i tak spływały już po moich policzkach od paru dobrych godzin. Poczułem jak coś ciągnie mnie za nogawkę i ściska moją nogę. Justin.
- Tato? Mamusia już wraca? - ledwo słyszalny głos mojego syna postawił mnie na nogi. Nie mogłem. Nie mogłem tak po prostu się poddać. Ze względu na Justina. Pochyliłem się i wziąłem syna na ręce. Momentalne zaspany wtulił głowę w zagłębienie mojej szyji.
- Tatusiu nie płakaj. - wyszeptał w moją szyję, a po moich policzkach spłynęło jeszcze więcej łez. I stałem. Po prostu stałem, nie wiedząc co zrobić.

_________________________________________________________________________________
Zayn


- Dopiero po północy.- Powiedziałem sam do siebie patrząc na zegarek od Hugo Bossa na swojej ręce. Miałem jeszcze parę rzeczy do załatwienia. Parę maili, papierów do podpisania. I jeszcze Christian wydzwaniający do mnie co pięć minut kiedy wrócę do domu. Chyba nadszedł w końcu czas żeby taktownie powiedzieć mu, że do siebie nie pasujemy. Lubiłem spędzać z nim czas. No właśnie spędzać. Siedzieć na kanapie po ciężkim dniu w pracy. Rozmawiać, siedzieć bez słowa, oglądać telewizję. Tymczasem on od samych drzwi zostawia na mnie tylko krawat i skarpetki zaciągając do sypialni. Brakowało mi tego. Tej cholernej bliskości i bezinteresowności. Wszedłem w przeglądarkę internetową i na portal z newsami by sprawdzić nowe notowania na giełdzie. Jednak moim oczom na pół witryny wyskoczyła wiadomość o jakimś tragicznym wypadku na przedmieściach Londynu. Na zdjęciu widniały dwa wraki samochodów. Rozpoznałem jeden z nich. Samochód Danielle Peazer. A może to tylko zbieg okoliczności? Do drzwi mojego gabinetu rozległo się pukanie.
- Wejść! - Krzyknąłem wgapiając się w monitor.
- P-panie Malik.. - Ujrzałem jedną z moich asystentek. Pracowała dzisiaj za Danielle, której dałem dzień wolny by spędziła trochę czasu z synem i mężem. Czy tam chłopakiem. Niezłym chłopakiem. Zawsze kiedy tu przychodził nie mogłem oderwać od niego wzroku. Dlaczego najlepsi faceci są hetero?!
- Co sie dzieje Anastasio? - Ponagliłem kobietę stojącą w drzwiach. Nie miałem czasu na pogawędki.
- Dzwonili ze szpitala na Wooden Street. Danielle.. - Nie zdołała nic więcej powiedzieć, bo zachłysnęła się łzami i zaczęła najzwyczajniej w świecie ryczeć jak głupia. Wstałem zdezorientowany. Położyłem rękę na jej ramieniu pocierając je lekko.
- An. Co się dzieje? Co z Danielle? - Patrzyłem na nią nie wiedząc czego się spodziewać. Ale nagle rzeczywistość uderzyła we mnie z wielką siłą. Już wiedziałem co było grane.
- Nic nie mów. Anastasia, możesz iść do domu. Dobranoc. - Powiedziałem stanowczo i zamknąłem za nią drzwi. Byłem w lekkim szoku. Jak to mogło się stać? Szybko wróciłem do monitora od razu klikając w link ze zdjęciami poobijanych samochodów.
"Dzisiaj w samo południe doszło do tragicznego wypadku. Pijany kierowca uderzył w samochód małżeństwa z dzieckiem.Całą trójkę przewieziono do szpitala. Kobietę, Danielle P. (23l.) od razu zabrano na salę operacyjną w stanie krytycznym. Mąż i syn wyszli z wypadku gładko. Dostaliśmy informację, że o godzinie 22:34 akcja serca kobiety stanęła. Nic nie dało się zrobić. W imieniu redakcji składamy szczere kondolencje mężowi i synowi kobiety oraz jej rodzinie i najbliższym. Pijany kierowca uciekł z miejsca wypadku, poszukiwania nadal trwają."
Kurwa mać. 


_______________________

Witaaaaam wszystkich!
Prolog za nami. Jak wam się podoba? Tylko szczerze. Mam super pomysł na tego fanfica, a wpadłam na niego czytając w książce od angielskiego słówko ANONYMOUS, lol xD
KOMENTUJCIE ITP JAK WAM SIĘ PODOBA :))
A rooozdział niebaaaawem!